W stajni było cicho, bez życia, mimo że panie były w dobrym humorze. Tanya chodziła z miotłą, Keisha wymieniała ściółkę, Alyssa sypała siano dla koni, ciało magiczne Liz pomagało we wszystkim, nie mogło robić nic samo. Nie dało się przewidzieć tego konsekwencji. Wszystkie wiedziały, co się stało z Lizabette. Wszystkie to przeżywały - ale nie dały po sobie poznać paniom. Nie mogły nic wiedzieć.
- Tanya, jeszcze tutaj. - Pani Lilianna pomagała też nieco dziewczynom.
Po jakichś trzech godzinach skończyły.
***
Dotarli na łąkę. Niestety, nie było tu już dawnych ogrodzeń. Orientacyjnie wyznaczyli trasę i po pewnym czasie odłączyli się od prawdziwego ciała, które w tej samej chwili stało się magiczne. Określili, gdzie ostatni raz skręcili i byli już na plaży. Na nieszczęście, chorągiewki nie było.
- Cholera! Ktoś zabrał - zdenerwowała się Lenore.
- Nie denerwuj się. Zostało wgłębienie. Patrz. - W prawdopodobnym miejscu zdarzenia ziemia zaczęła się świecić. - Lizabette! Lizabette! - rzucił się na piasek i walił w niego pięściami.
- Erik... To nic nie oznacza...
- Chcę tam wejść. - Erik nie myślał o nikim innym, niż o Lizabette.
- Nie możesz. Jeśli to zrobisz, stracisz moc i nigdy stamtąd nie wyjdziesz, sama cię nie wyciągnę.
- Ale Liz...
- Spokojnie. Musimy tam, hm... wczarować jakiś baardzo silny sznur. Wyczaruję go. - Po chwili trzymała już w ręce rzucający się w oczy czerwony sznur, który z pewnością zobaczy Liz. - Wtłoczę go magią w przepaść, która się zamknie, ale może też go wciągnąć... Okej, "poświęcę się"... - Zrobiła to, co powiedziała. Sznur w połowie został na ziemi, a w połowie był w trzecim wymiarze. - Boże... Udało się!
- To jeszcze nie wszystko.
- Tanya, jeszcze tutaj. - Pani Lilianna pomagała też nieco dziewczynom.
Po jakichś trzech godzinach skończyły.
***
Dotarli na łąkę. Niestety, nie było tu już dawnych ogrodzeń. Orientacyjnie wyznaczyli trasę i po pewnym czasie odłączyli się od prawdziwego ciała, które w tej samej chwili stało się magiczne. Określili, gdzie ostatni raz skręcili i byli już na plaży. Na nieszczęście, chorągiewki nie było.
- Cholera! Ktoś zabrał - zdenerwowała się Lenore.
- Nie denerwuj się. Zostało wgłębienie. Patrz. - W prawdopodobnym miejscu zdarzenia ziemia zaczęła się świecić. - Lizabette! Lizabette! - rzucił się na piasek i walił w niego pięściami.
- Erik... To nic nie oznacza...
- Chcę tam wejść. - Erik nie myślał o nikim innym, niż o Lizabette.
- Nie możesz. Jeśli to zrobisz, stracisz moc i nigdy stamtąd nie wyjdziesz, sama cię nie wyciągnę.
- Ale Liz...
- Spokojnie. Musimy tam, hm... wczarować jakiś baardzo silny sznur. Wyczaruję go. - Po chwili trzymała już w ręce rzucający się w oczy czerwony sznur, który z pewnością zobaczy Liz. - Wtłoczę go magią w przepaść, która się zamknie, ale może też go wciągnąć... Okej, "poświęcę się"... - Zrobiła to, co powiedziała. Sznur w połowie został na ziemi, a w połowie był w trzecim wymiarze. - Boże... Udało się!
- To jeszcze nie wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz