21

- Boże... Dawajcie ją tu! - krzyknęła Tanya, gdy tylko dotarli do bramy. Położono ją na trawie za domem. - Tu nikt nie zobaczy. Okej... Jeny, skupić się nie mogę! O jeju... - zaczęła czarować.
- Dawaj, Tanya, dawaj! Nie mamy czasu, zaraz będzie obiad... Zobaczą, że nas nie ma... - martwiła się Alyssa.
- Wróćmy do tamtego dnia, kiedy wszystko się zaczęło...

***
- Ach... Co jest?!
Lizabette leżała na mokrej trawie, było chyba wcześnie... Czy czas się cofnął?
-Hej! - Lizabette podskoczyła. To głos Tanyi? - Liza...
- Tanya!!! Co się stało?
- Wstawaj... Nie panikuj, cofnęliśmy czas, ale tylko my to wiemy, więc cii...
- O-okeej...
Ruszyły w kierunku domu na obiad. Weszły po schodach, usiadły przy stole nakrytym białym obrusem. Chwilę później dosiedli się inni. Ale nie było z nimi Erika. I Lenore. Lizabette i Tanya zaczęły się martwić.
- Smacznego... - powiedziała pani Lilianna.
- Dziękujemy, ale my dzisiaj nie zjemy... - odparła Lizabette.
- Dlaczego? - zaniepokoiła się.
- Bo musimy iść do pokoju, musimy zrobić coś ważnego... Przepraszamy. - Tanya i Lizabette wyszły.
Zaraz już były w pokoju, ale nie zastały tam nikogo. Spodziewały się najgorszego, bo Lenore jest zdolna do wszystkiego.
- A jak znowu uwio...
- Nie mów tego słowa! - krzyknęła Lizabette. - Jeśli jednak znowu oni coś ze sobą, to zrywam z Erikiem. A jak on tylko wykorzystuje sytuację...?
-Ciicho! Cii... Patrz; są tam! - Tanya popchnęła Lizabette i ukryły się za krzakiem przy bramie. - Oni idą na łąkę! Ej, oni zniknęli! - Ruszyły w miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą znajdowała się para.
- Okej, ale nie właźmy do trzeciego wymiaru. - Podbiegły i weszły w drugi wymiar.
- Idą w kierunku plaży... Musimy za nimi iść, coś knują. - Tanya ruszyła pierwsza. Słychać było głosy rzekomych "zakochańców", jak to by brzmiało w nasyconym neologizmami języku Tanyi.
- Jeszcze parę minut drogi, a będziemy na miejscu. Romantyczna sceneria, tylko my we dwoje... - z tonu głosu Erika można było wyczuć, że albo chce zorganizować cichą randkę, albo coś planuje, niekorzystnego dla Lenore. Ale w taki sposób, że rozanielona dziewczyna tego nie odkryje.
Lizabette nie chciała już iść dalej, była niemal pewna, że za chwilę nie tylko Erik ją zrani, i to mocno, ale ona sama siebie zabija tym, że jeszcze zwleka z oddaleniem się. Ale po tych nieznośnie długich paru minutach zdębiała.