6

Usłyszała nagle stukot kopyt. Za nią. Galop. Hm, pewnie wybrali się na wycieczkę beze mnie. Fajnie. Pierwszy dzień obozu zmarnowany.
-Kłus.- Ten głos wydał jej się znajomy... Czy to nie ten chłopak? Obejrzała się. Tak, to był on. Na pięknym kasztanowatym koniu trakeńskim. Teraz zwolniał konia do stępa. Dziewczyna stanęła i jakby zahipnotyzowana patrzyła się na niego. Gdy znalazł się tuż przy niej, zatrzymał się.
-Wsiadaj, jeszcze kawał drogi do stadniny.
-Na oklep? Jechałeś na oklep galopem?- zapytała z niedowierzaniem.
-Tak, wsiadaj, zobaczysz.
-Niee... Boję się... - Mrugnęła kilka razy, żeby sprawdzić, czy to nie jakiś głupi sen. Nie, to rzeczywistość.
-Wsiadaj, to obóz dla zaawansowanych, więc niedługo będziesz próbować. Jeśli się boisz, będziesz kierować, ja będę z tyłu.- Zeskoczył.
-Eee... No nie wiem... Rzeczywiście jest trochę daleko... No dobra... Niech ci będzie.
Wsiadła i gdy on znalazł się za nią, ścisnęła konia łydką i ruszyli. Po jakichś stu metrach zakłusowała. Wiedziała, ze się martwią, więc jeszcze raz ścisnęła konia, cofając jedną łydkę do tyłu. Przestraszyła się, więc krzyknęła. Tak, jechała galopem.
-Nie bój się, nie spadniesz.- Dopiero teraz poczuła, że blondyn trzyma ją mocno, aż... za mocno.
-Puść mnie, sama umiem.- Widać już było ośrodek. Po chwili wjeżdżała przez bramę, zakłopotana, bo wszyscy czekający na jazdę się na nią patrzyli. Tanya nawet się odezwała, i to w dodatku bardziej ją zażenowując.
-Oo, Lizabette! My cię wszędzie szukamy, martwimy się, a ty sobie ot tak wjeżdzasz na rumaczku i to razem z superprzystojniakiem! Oj, Liz... Niegrzeczna dziewczynka!
-Przestań...- Zachichotała.- Ja po prostu... Pojeździłam sobie...
-No to masz farta, że wróciłaś, bo gdybyś nie przyszła na jazdę, byś nie jeździła... Oo, a ty możesz mi już oddać Lizabette? Rozumiem, że ci się podoba, ale nie musisz mi jej konfiskować na cały dzień!- Teraz zwróciła się do niego. Żartobliwie, ale już lekko wkurzająco. - Okej, Erik my już idziemy.

5

Otworzyła oczy- należała do grona osób, które potrafią widzieć pod wodą. Ku jej zdziwieniu zobaczyła... blondyna z jej snów. Zamknęła oczy.
***
Obudziła się leżąc na ziemi pod wielkim dębem i to w dodatku tuż przy tajemniczym chłopaku.
-Nic ci nie jest?- zapytał. Zerwała się na nogi, wyraźnie wkurzona.
-Jak to co mi nie jest?! Rozmawiam sobie z koleżanką przez telefon, i tu nagle łapie mnie coś za nogi! Telefon został, na pewno długo mnie już tam nie ma i mnie szukają! A ty, do jasnej cholery, jeszcze się lampisz na mnie i pytasz, czy nic mi nie jest?!
-No już, już spokojnie.... Uspokój się... Tu masz swój telefon. Nic ci nie będzie. Jesteś mi potrzebna.
-Coo? Ja ci jestem potrzebna?! To czego kurde zwalasz mnie do lodowatej wody zamiast po prostu podejść do mnie i powiedzieć?! Ooo nie... Nie ma tak. Idę i mam cię gdzieś, i to, że jestem ci potrzebna! Ehe, będziesz teraz udawał że nic się nie stało... Taak, nie znam w ogóle cię i w ogóle nie chcę cię znać!- Dopiero teraz dotarło do niej, że się powtórzyła i powiedziała głupotę. Mimo tego odwróciła się na pięcie i poszła przed siebie.
     Zbliżała się właśnie do drogi prowadzącej do stadniny i zastanawiała się gdzie była. Zapomniała zupełnie o tamtych wydarzeniach, jakby to były jakieś czary...