4

Zaczęła się rozpakowywać. Wyciągnęła parę rzeczy, ale nie dała rady już więcej, zmęczona. Bo tak, było już popołudnie.
-Widzę, że nie znasz swoich możliwości? Patrz.- położyła swoją torbę na środku pokoju i podniosła ręce do góry. Zamknęła oczy i jej twarz nabrała wyrazu skupienia. Włosy uniosły się jej do góry i zaczęły falować. Nagle coś zaczęło wychodzić z jej dłoni... taki jakby pyłek... i oplotło torbę.
-Do szafek.- zakomenderowała Tanya. O dziwo ciuchy, rzeczy, buty zaczęły wychodzić z kieszonek i przegródek, lądując na półkach. Niesamowite. Ale Tanya upadła po skończeniu czarów. Natychmiast podbiegła do niej.
-Tanya, nic ci nie jest?
-Nie, po prostu czasem się zdarza po wykonaniu trudnego zaklęcia. Takiego dłuższego. Najpoważniejszym skutkiem jest nieprzytomność, a nawet utrata mocy na kilka dni.
-Aha. Ja też tak mogę zrobić?
-Możesz. Spróbuj. Ale nie wiem czy ci się to uda, bo każdej czarodziejce inaczej to wychodzi.
-Okej. -Skupiła się i zrobiła to samo co Tanya. Włosy jej się naprężyły, pył wyszedł z dłoni, ale... spadł na podłogę.  Jej fryzura się nastroszyła, jakby poraził ją prąd.
-Kurde! Miałaś rację. O matko, ale mi się kręci w głowie... - Zaczęła mdleć, na szczęście koleżanka ją złapała.- Oooch... Dzięki. Zawsze się tak dzieje?
-Za pierwszym razem tak. Nie udało ci się, musisz znaleźć inny sposób.- usta Lizabette otworzyły się, więc szybko dodała:-  Nie wiem, musisz coś wymyślić. Wiesz co, ja może zrobię to za ciebie, a ty np. pójdziesz na spacer?
-Jeśli nic ci się nie stanie, to okej.
***
Szła teraz drogą przy ośrodku. Gdy ogrodzenie się skończyło, zdjęła buty i szła boso. Niedaleko płynęła rzeka. I było kąpielisko. Ale dzisiaj było zimno i wietrznie- nikogo brak. Stanęła przy zaroślach i patrzyła na szybki nurt. Zadzwonił jej telefon.
-Halo?
-Przyjdź zaraz, będzie kolacja.- To głos Tanyi. W tej chwili coś złapało ją za nogi. Z zarośli. Krzyknęła i po kilku sekundach znalazła się z trzcinie. Miała wodę po ramiona. Była lodowata.- Hej, co się dzieje?
-Nic, nic. Zaraz przyjdę. - Rozłączyła się. Wyrzuciła telefon na brzeg, a właściwie na miejsce, gdzie przedtem stała.- Kto to?- jęknęła, ale zaraz znalazła się pod wodą. 

3

 -C co too byłoo?- ledwie wymówiła. Jednak Tanya wciąż leżała- widocznie była nieprzytomna. Wstała i podbiegła do niej. -Tanya, ocknij się! Nic ci nie jest? Tanya!!!-potrząsała jej głową, ale nic to nie dawało. Błagam, Tanya ocknij się i powiedz coś, bo zaraz ktoś przyjdzie i będzie na mnie! Położyła palce na jej szyi. Tętna brak. Czy ona nie żyje? Coś zaczęło się dziać... Jej włosy zaczęły się unosić, znowu, tak jak przedtem Tanyi. Tak jak w filmach... czarownicom?
Zamknęła oczy, błagając w myślach, by się ocknęła. Poczuła mrowienie pod palcami... I usłyszała ochrypnięty głos.
-Co ty Liz tak nade mną klęczysz? Nie czaruj mnie, nie trzeba.
-Tanya, ty żyjesz! Jak to mam cię nie czarować? Chyba naprawdę coś ci się stało. Może od uderzenia tak bredzisz...
-Od uderzenia? Twojej mocy? Nie, ja nie bredzę. Lizabette, jesteś jedną z najpotężniejszych czarodziejek. I przepraszam... że na ciebie się nadarłam. Poniosło mnie. Ale serio nie masz jeszcze skrzydeł?
-Ale... Jak to jestem czarodziejką? Możesz mi to wyjaśnić? Skrzydła...- po chwili przypomniał się jej sen. Czy ten chłopak był prawdziwy? A Tanya ma coś z nim wspólnego?
-No więc...Wiele lat temu istniały dwa rody czarodziejek. Jeden był rodziną mroczną, drugi tej dobrej mocy, jasnej.  Ty należysz do... hm... jesteś pomiędzy. Twój ojciec był  mroczny, matka jasna. Wiem, trochę to dziwnie brzmi, ale tak się nazywa rodzaj. Jesteś adoptowana. I jesteś jedną z kilku czarodziei pół mrocznych, pół jasnych na świecie
-No ale gdzie są moi rodzice?- przerwała.- I kto jest tymi czarodziejami?
-Twoi rodzice nie żyją. Zabito ich przez ten związek. Dwa rodzaje nie mogą łączyć się w paryinaczej.... byłby bałagan. Zresztą i tak już się zrobił. Każdy absolutnie przestrzegał tych reguł. Ale zdarzały się przypadki, kiedy jednak tego nie przestrzegano. I stąd te kilka połówek. A jedną z tych czarodziejek jest Lenore. I ja. I jeden taki chłopak na obozie, pewnie niedługo go poznasz.
-Czy grozi mi niebezpieczeństwo?- powiedziała drżącym głosem.
-Tak, ale mi i reszcie też.  Pytałaś się też o skrzydła? Skrzydła masz po to, by uciec przed niebezpieczeństwem- jednakże należy uważać, bo mogą zdradzić naszą moc. Sypią magicznym pyłem zapomnienia, ale nie zawsze to działa. I tylko dorośli umieją wzbić się w powietrze.
-A czemu Lenore mnie nienawidzi? Nie wiem o co jej chodzi, nic nie zrobiłam.
-Chyba dlatego, że powiększasz grono połówek- zaczęła się śmiać, ale po chwili przestała.- I wiesz, chyba jesteś potężniejsza od niej... No, to chyba wszystko. Jak masz pytania, to pytaj, ale dziś to starczy.
A jeśli ten chłopak z obozu to ten ze snu?