Zaczęła się rozpakowywać. Wyciągnęła parę rzeczy, ale nie dała rady już więcej, zmęczona. Bo tak, było już popołudnie.
-Widzę, że nie znasz swoich możliwości? Patrz.- położyła swoją torbę na środku pokoju i podniosła ręce do góry. Zamknęła oczy i jej twarz nabrała wyrazu skupienia. Włosy uniosły się jej do góry i zaczęły falować. Nagle coś zaczęło wychodzić z jej dłoni... taki jakby pyłek... i oplotło torbę.
-Do szafek.- zakomenderowała Tanya. O dziwo ciuchy, rzeczy, buty zaczęły wychodzić z kieszonek i przegródek, lądując na półkach. Niesamowite. Ale Tanya upadła po skończeniu czarów. Natychmiast podbiegła do niej.
-Tanya, nic ci nie jest?
-Nie, po prostu czasem się zdarza po wykonaniu trudnego zaklęcia. Takiego dłuższego. Najpoważniejszym skutkiem jest nieprzytomność, a nawet utrata mocy na kilka dni.
-Aha. Ja też tak mogę zrobić?
-Możesz. Spróbuj. Ale nie wiem czy ci się to uda, bo każdej czarodziejce inaczej to wychodzi.
-Okej. -Skupiła się i zrobiła to samo co Tanya. Włosy jej się naprężyły, pył wyszedł z dłoni, ale... spadł na podłogę. Jej fryzura się nastroszyła, jakby poraził ją prąd.
-Kurde! Miałaś rację. O matko, ale mi się kręci w głowie... - Zaczęła mdleć, na szczęście koleżanka ją złapała.- Oooch... Dzięki. Zawsze się tak dzieje?
-Za pierwszym razem tak. Nie udało ci się, musisz znaleźć inny sposób.- usta Lizabette otworzyły się, więc szybko dodała:- Nie wiem, musisz coś wymyślić. Wiesz co, ja może zrobię to za ciebie, a ty np. pójdziesz na spacer?
-Jeśli nic ci się nie stanie, to okej.
-Widzę, że nie znasz swoich możliwości? Patrz.- położyła swoją torbę na środku pokoju i podniosła ręce do góry. Zamknęła oczy i jej twarz nabrała wyrazu skupienia. Włosy uniosły się jej do góry i zaczęły falować. Nagle coś zaczęło wychodzić z jej dłoni... taki jakby pyłek... i oplotło torbę.
-Do szafek.- zakomenderowała Tanya. O dziwo ciuchy, rzeczy, buty zaczęły wychodzić z kieszonek i przegródek, lądując na półkach. Niesamowite. Ale Tanya upadła po skończeniu czarów. Natychmiast podbiegła do niej.
-Tanya, nic ci nie jest?
-Nie, po prostu czasem się zdarza po wykonaniu trudnego zaklęcia. Takiego dłuższego. Najpoważniejszym skutkiem jest nieprzytomność, a nawet utrata mocy na kilka dni.
-Aha. Ja też tak mogę zrobić?
-Możesz. Spróbuj. Ale nie wiem czy ci się to uda, bo każdej czarodziejce inaczej to wychodzi.
-Okej. -Skupiła się i zrobiła to samo co Tanya. Włosy jej się naprężyły, pył wyszedł z dłoni, ale... spadł na podłogę. Jej fryzura się nastroszyła, jakby poraził ją prąd.
-Kurde! Miałaś rację. O matko, ale mi się kręci w głowie... - Zaczęła mdleć, na szczęście koleżanka ją złapała.- Oooch... Dzięki. Zawsze się tak dzieje?
-Za pierwszym razem tak. Nie udało ci się, musisz znaleźć inny sposób.- usta Lizabette otworzyły się, więc szybko dodała:- Nie wiem, musisz coś wymyślić. Wiesz co, ja może zrobię to za ciebie, a ty np. pójdziesz na spacer?
-Jeśli nic ci się nie stanie, to okej.
***
Szła teraz drogą przy ośrodku. Gdy ogrodzenie się skończyło, zdjęła buty i szła boso. Niedaleko płynęła rzeka. I było kąpielisko. Ale dzisiaj było zimno i wietrznie- nikogo brak. Stanęła przy zaroślach i patrzyła na szybki nurt. Zadzwonił jej telefon.
-Halo?
-Przyjdź zaraz, będzie kolacja.- To głos Tanyi. W tej chwili coś złapało ją za nogi. Z zarośli. Krzyknęła i po kilku sekundach znalazła się z trzcinie. Miała wodę po ramiona. Była lodowata.- Hej, co się dzieje?
-Nic, nic. Zaraz przyjdę. - Rozłączyła się. Wyrzuciła telefon na brzeg, a właściwie na miejsce, gdzie przedtem stała.- Kto to?- jęknęła, ale zaraz znalazła się pod wodą.
-Halo?
-Przyjdź zaraz, będzie kolacja.- To głos Tanyi. W tej chwili coś złapało ją za nogi. Z zarośli. Krzyknęła i po kilku sekundach znalazła się z trzcinie. Miała wodę po ramiona. Była lodowata.- Hej, co się dzieje?
-Nic, nic. Zaraz przyjdę. - Rozłączyła się. Wyrzuciła telefon na brzeg, a właściwie na miejsce, gdzie przedtem stała.- Kto to?- jęknęła, ale zaraz znalazła się pod wodą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz