Było jeszcze ciemno i godzina około trzeciej. Lizabette obudziła się. Wyszła na balkon. Zaczarowała balkon tak, że mienił się światełkami. Nagle coś złapało ją za ramię.
- Hej Lizabette. Nie śpisz? - To był Erik.
- Nie... A ty czemu nie śpisz? Przecież jest trzecia nad ranem. - Wtuliła się w jego bluzę - nie nosił piżamy.
- Ja zawsze w nocy nie spałem. - Położył rękę na jej plecach i.. wyczuł coś miękiego jak puch. - Lizabette... Ty... Ty masz skrzydła?
- Ja? Yyy... Nie... - nagle pojawiło się dookoła niej wiele ścian, było tam ciemno, a na podłodze leżały kolorowe pióra. Jak w jej śnie...
- Masz skrzydła?! Pokaż je, natychmiast! - o dziwo Erik okazał się w tej poświacie księżyca łudząco podobny do blondyna z jej snu.. I zachowywał się jak on!
- Niee! Daj mi spokój! Pomocy!!! Tanya! Keisha, Alyssa! Pomocy... - dorwał ją i jak poprzednim razem zdarł z niej bluzkę... Były tam skrzydła... Miękie, szare, jak u anioła. Krzyczała. Nic to nie dało.
- Hej Lizabette. Nie śpisz? - To był Erik.
- Nie... A ty czemu nie śpisz? Przecież jest trzecia nad ranem. - Wtuliła się w jego bluzę - nie nosił piżamy.
- Ja zawsze w nocy nie spałem. - Położył rękę na jej plecach i.. wyczuł coś miękiego jak puch. - Lizabette... Ty... Ty masz skrzydła?
- Ja? Yyy... Nie... - nagle pojawiło się dookoła niej wiele ścian, było tam ciemno, a na podłodze leżały kolorowe pióra. Jak w jej śnie...
- Masz skrzydła?! Pokaż je, natychmiast! - o dziwo Erik okazał się w tej poświacie księżyca łudząco podobny do blondyna z jej snu.. I zachowywał się jak on!
- Niee! Daj mi spokój! Pomocy!!! Tanya! Keisha, Alyssa! Pomocy... - dorwał ją i jak poprzednim razem zdarł z niej bluzkę... Były tam skrzydła... Miękie, szare, jak u anioła. Krzyczała. Nic to nie dało.
***
- Lizabette! Co ci jest?! - Okazało się, że tamte wydarzenia były złudzeniem. Lizabette widziała te rzeczy, bo była pod wpływem magii.
- C-co...? A-ale o co chodzi...
- Zemdlałaś na chwilę.
Następnego dnia, po śniadaniu panie ogłosiły samodzielny wyjazd w teren. Ze względu na bezpieczeństwo trasa była ogrodzona i znana wszystkim dobrze. Nie było żadnych zagrożeń. Prowadziła przez łąkę. Okrążało się wieś.
- Co pół kilometra będą przystanki kontrolne, byśmy mogli sprawdzić, czy wszystko w porządku. Gdy już ruszycie, musicie prowadzić konie po szlaku. Według takiej kolejności: pierwsza Marika, druga Kwadra, trzeci Sennik, a dalej to już Antygona, Lilia, Gracja. A na jakich koniach pojedziecie, to już chyba nie ma wątpiliwości - będzie tak jak na zawodach, z tym, że Erik pojedzie na Senniku, a Tanya na Gracji. - tłumaczyła pani Roxanne.
***
Tuż przed startem nie obyło się bez "małego spięcia".
- Lizabette... Masz tyłek cały w spodniach - powiedziała Lenore.
- Łał, dopiero to zauważyłaś? Brawo - odgryzła się Liz.
- Żal - podsumowała i wsiadła na konia.
Jeszcze rano Tanya tłumaczyła Lizabette, żeby rzuciła zaklęcie na skrzydła - nikt ich nie zobaczy, oprócz wszystkich z mocą. Staną się niewidzialne. Lizabette nie do końca ufała Tanyi, ale przystała na propozycję założenia zwykłej bluzki na ramiączkach z dekoltem z tyłu. Miała nadzieję, że zaklęcie serio zadziała.
W końcu ruszyli, gdy przeszli do galopu, nie działo się za dobrze. Lenore rzuciła zaklęcie widoczności tam, gdzie jej nie ma, czyli przeskoczyła słupki na zakręcie i popędziła na plażę nad jezioro. A na torze było ją widać. Jednak Liz zauważyła, że Lenore się 'rozdwoiła' i zrobiła to samo. Gdy Erik to zobaczył, zrobił to samo, a Tanya też. Zostały tylko prawdziwe Keisha i Alyssa. Nie wiedziały co się dzieje - widziały "rozdwajające się" postacie. Pomyślały, że to zmyłka, i pogalopowały dalej.
Ale Lenore miała pewnien plan...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz